the force unleashed

24 sierpnia, 2008

Wychowałem się na gwiezdnych wojnach, więc jako fan, na demo Star Wars: the Force Unleashed czekałem z mokrymi majtkami.  To też był główny powód by przyśpieszyć kupno rootera. Założyłem konto w polskim sklepie, a demo jednak się w nim nie pojawiło. Po rozwiązaniu i tego problemu, zaczęło się ściąganie…

Już w trakcie instalacji nie mogłem usiedzieć w miejscu. Ganiałem po pokoju machając kijem od mopa i wydając dźwięki jak odkurzacz, próbując naśladować miecz świetlny. Po zakończeniu dość długiej instalacji, posadziłem dupsko w fotelu i odpaliłem demko. Powitała mnie baaaardzo klimatyczna muzyka. Przez moment się nią rozkoszowałem zanim przeszedłem do gry.

TFU (tak.. pfuu) ma wypełnić tą dziurę fabularną pomiędzy III, a IV częścią sagi. Wcielamy się w ucznia ‚sapiącego’ mistrza. A nazywa się Starkiller. Po takim imieniu spodziewałem się kogoś mroczniejszego, a dostałem dzieciaka, który jest troszkę zagubiony i niepewny. Może z rozwojem fabuły się zmieni.

Starkiller zostaje wysłany na misję, która ma zakończyć jego trening. Dark Vader zleca mu pozbycie się jednego z ocalałych Jedi, a przy tym wszystkich, którzy staną mu na drodze. W tym także żołnierzy Imperium. Na krążownik przybywamy podczas ataku na gwiezdny krążownik. Po wylądowaniu idziemy wytyczoną ścieżką. Po drodze możemy skorzystać z mocy smażąc błyskawicami roboty, albo nimi rzucać w ‚okna’ i podziwiać dehermetyzację, póki nie zamkną dziury żelazne zasłony. Gdy na swej drodze napotkamy zamknięte wrota, trzeba je potraktować wiązką mocy, która powinna je wyważyć abyśmy mogli przejść.

Gdy wchodzimy do wielkiej przestrzeni wewnątrz krążownika, nasz robot w myśliwcu daje nam cynk, że wystartowało parę myśliwców, które mogą nam przeszkadzać. Tak też jest w rzeczywistości. Sposobem na nie jest wygięcie żelaznych łuków za pomocą mocy. Teraz wystarczy poczekać jak taki myśliwiec rozpieprza się obok nas. Sprytne.

Walka mieczem mnie trochę, a nawet bardzo zawiodła. Oczywiście są widowiskowe kombo (dwa), ale o wiele łatwiej i bezpieczniej, szczególnie na najwyższym, (trzecim) dostępnym poziomie trudności jest użyć mocy, albo pomiotać wybuchającymi pojemnikami. Też co wkurza to to, ze nie można w skoku machnać mieczem świetlnym bo zaczynamy lewitaować w powietrzu nie mogąc dopaść przeciwnika.

Lokacja, którą Lucasarts wybrało na demo też nie jest najlepsza. Fakt, do oprawy graficznej nie można sie przyczepić, ale ile to mozna oglądać wnętrza statków.

Filmiki, muzyka, grafika jest świetna, jednak nad grywalnością Lucasarts powinno jeszcze troszkę popracować. To demo miało zadecydować, czy mam brać preorder, czy też poczekać do premiery na jakieś recenzje i dopiero wtedy zastanawiać się czy ta gra jest warta 200 zł.

postnuklearny świat..

18 sierpnia, 2008

Przeglądając fotki fallouta 3 w akcji nabrałem ochoty by pograć we wcześniejsze częsci i przygotować się na przyjęcie (ciepłe, bądź chłodne) nowej odsłony tej kultowej serii. Niestety, ktoś mi je kiedyś podpierdolił… Dlatego, żeby zaspokoić to pragnienie zagłębiłem się w pamięć w poszukiwaniu jakieś książki, w tych klimatach. Nie znam takiej, ale przypomniałem sobie o komiksie Gone With The Blastwave.  Nazwy nie pamiętałem, dlatego też, przez przypadek, odnalazłem drugi, również w postapokaliptycznych realiach – Armageddon Matic

Gone With The Blastwave to zbiór komediowych historyjek, które opisują niekończący się konflikt. Jest on tak długi, że nikt już nie pamięta o co walczą, a nawet jeżeli by było to juz zostało dawno zniszczone. Wojna pomiędzy trzema stronami, które odróżniają się tylko po kombinezonach. Komiks zyskał taką popularność, że doczekał się paru tłumaczeń (jest i polskie, ale w oryginale lepiej się czyta ;p), nic dziwnego – jest śmieszny i świetnie rysowany.

Armageddon Matic jest to komiks bardzo podobny do GWTB, widać to szczególnie w późniejszych historyjkach. Dużo czarnego humoru z ładnymi wiązankami wyzwisk. Gdyby nie to, ze Rad&Polon nie zastanawiają się po co ten konflikt wybuchł, byłby to ten sam komiks co GWTB. Polskie.